Część
Pierwsza
Panabell
Nicolson.
Bell
przeczesała palcami swoje ciemne, można śmiało rzec czarne, włosy, niechlujnie
poprawiając grzywkę. Ułożyła się na krześle. To wszystko już niedługo miało
przestać być jej. Komornik miał przejąć wszystko, co należało do trzeciego męża
dwudziestosiedmiolatki. Jakoś nie za bardzo się tym przejmowała. Przecież
przyjęcie, które planowała już od tygodnia i tak miało się odbyć. Śmiało
sięgnęła po przygotowane zaproszenia i długopis leżący obok. Rzadko kiedy
wypisywała je własnoręcznie, ale teraz okazja była wyjątkowa. Jak zaprosić na
własną śmierć?
Panabell
Nickolson
ma zaszczyt zaprosić…
ma zaszczyt zaprosić…
Urwała. Kogo pierwszego? W głowie roiło jej się wiele nazwisk osób, z
którymi już od lat nie miała kontaktu. Te osoby pragnęły jej śmierci.
…
Roxanne Nicolson
na przyjęcie z okazji…
na przyjęcie z okazji…
Właśnie, z jakiej okazji? Własnej śmierci? „Brawo, Bell, na pewno ktoś
ci na to przyjdzie.” – uśmiechnęła się złośliwie do siebie.
…mojego,
kolejnego, rozwodu.
Dokończyła z uśmiechem. Mała, cyniczna mieszanka syreny i wampira. Czy
ktoś widział takie cudo? Jak to rzekła jej siostra: „O rety, Bell! Cóż to
jest?!”. „O rety” – ten przeklęty zwrot, który od wieków (dosłownie) jest
znienawidzony przez Panabell. Na samą myśl o tym się krzywi. Mimo wszystko,
była zadowolona ze swojego pomysłu.
Pietro, jej ostatni mąż, najpierw pieprzył się z własnym kuzynem, potem z jakąś Keirą,
Pietro, jej ostatni mąż, najpierw pieprzył się z własnym kuzynem, potem z jakąś Keirą,
której zrobił synka, a na sam koniec z miliardera stał się nikim. Trzeci bogaty (tylko w
takich gustowała Panabell), ale pierwszy, który zbankrutował. Co stało się z
poprzednimi? Po prostu jej się znudzili. Bell, nie tylko piękna i seksowna, ale
i sprytna, fałszowała dowody, więc każdy proces kończył się na jej korzyść.
Była angielską celebrytką, pojawiała się w prawie każdej gazecie, a skandale
nie były jej obce. Cóż, żona samego brytyjskiego premiera. Ten, kto nie słyszał
o pani Panabell Nicolson – Faithful – Pettyfer – Martin musi być naprawdę stary
albo głupi, żeby nie czytać gazet. Nie raz pojawiały się plotki o romansach z
księciem Harrym, a nawet Williamem. Niestety, żadne z nich nie były prawdziwe.
A może to i dobrze? Skandal byłoby nie tylko dla Bell (o ile romans z t a k i m
i osobami można nazwać skandalem), ale też dla książęcego rodu.
Z
tyłu zamieszczam listę gości.
Mam ogromną nadzieję, że przyjdziesz.
Impreza odbędzie się na jachcie „Queen of Greece”.
Mam ogromną nadzieję, że przyjdziesz.
Impreza odbędzie się na jachcie „Queen of Greece”.
Zagryzając
wargę dopisała jeszcze datę, godzinę i pozostałe potrzebne informacje. Wypisała
także resztę gości.
- Dimitri! – Krzyknęła. Krótką chwilę potem ujrzała
kochanka, swojego jak i byłego męża. Młodego, bo miał tylko dwadzieścia cztery
lata, blondyna o spojrzeniu pełnym nienawiści do swojej szefowej. A mimo to te
niebieskie tęczówki pociągały ją tak, jak kiedyś. Sam Dimi nie raz przyłapywał
się na fantazjowaniu o Panabelli. – Dimi, kochanie. – Jadowity, choć wciąż
czuły głos Bell, sprawił, że mężczyzna straszliwie się skrzywił. Kobieta,
widząc to, wstała, specjalnie do niego podchodząc. Zawiesiła mu ręce na szyi,
delikatnie ją muskając, a potem przenosząc się na usta. On jednak wpatrywał się
w okno, wciąż mając kamienną, pokerową twarz, co bardzo zirytowało czarnowłosą.
Wystawiła kły, ale mężczyzna przywarł ją do ściany. Miał się odezwać,
przypomnieć, że jego ugryzienie zabije jej jedną stronę. Nie zrobił tego. Po
prostu ją puścił. – Zaproszenia leżą na biurku. Wyślij je, skarbie i dołącz do
mnie podczas kolacji. Twoja obecność jest niezbędna. – Mężczyzna wpatrywał się
w nią dłuższą chwilę, ale po usłyszeniu „rusz się” szybko wykonał swoją pracę.
Panabell
uśmiechnęła się z satysfakcją, sięgając do szafki po paczkę Malboro. Zapaliła
papierosa, rozglądając się dookoła. Będzie tęskniła za tymi dość starymi,
drewnianymi meblami z ozdobami prosto ze złota. Była pewna, że każdy zwróciłby
uwagę na kopię słynnego obrazu Leonarda da Vinci, czy też, znajdującego się
obok Rafaela Santiego „Przemienienia Pańskiego”, malowidło samego Michała
Anioła. Kończąc papierosa, wyrzuciła petę do popielniczki, stojącej na szklanym,
japońskim stoliku, tuż przy żółcianej ścianie.
Powinnaś
być z siebie dumna, Panabell. Organizujesz własną śmierć. Dla sławy i rozgłosu
zrobisz wszystko, nawet stracisz cenny żywot. Jak zorganizować własną śmierć,
żeby odpowiedział za nią ktoś inny? Tylko ty to wiesz, Bell.
___________________________________________________________________
Ostrzegałam, że pierwsze rozdziały wprowadzające będą krótkie. I są, prawda?
Wracając.
Przepraszam, że dopiero po półtora miesiąca, ale praktycznie nie mam czasu wolnego, a przepisanie tego też nie jest łatwe.
Mam nadzieję, że choć trochę Was zaciekawiłam. ♥







